
INFO O WYPRAWIE:
2 dni, 400 kilometrów // Budżet: 500 pln (paliwo, nocleg, żarcie, pierdoły)
Postanowiliśmy wybrać się na cały weekend bo odległość jest już całkiem spora - ok 150 km w jedną stronę. Droga na Lublin nie jest zła, choć trochę zapchana tirami.
Dzień 1
Grzebaliśmy się rano strasznie - wyjechaliśmy trochę po 11, na miejscu byliśmy o 14.
Zatrzymaliśmy się w hotelu Berberys - akurat mieli jakąś weekendową promocję (180 zł za dwuosobowy pokój)
Na początku miejsce wydawało nam się troche odludne (najpierw skończył się asfalt, potem kostka a zaczęło się błoto.. ;) ), ale koniec końców lokalizacja okazała się dzięki temu bardzo cicha a przy okacji całkiem malownicza. Odludna droga:

Hotelik:

Hotel możemy polecić: ładne pokoje, miła obsługa i dobre śniadanie.
Szybkie rzucenie bagażu w hotelu i do miasta.
Kazimierz jest ładny, można połazić po mieście albo nad Wisłą.
W końcu człowiek się robi głodny ;) Zajrzeliśmy do Fryzjera bo nam poleciła rodzina, ale z tipów na foursquare dowiedzieliśmy się, że kuchnia mogłaby być lepsza - zamówiliśmy, więc tylko po zupie.
I całe szczęście - zupy okazały się ogromnymi porcjami (drugiego by już nie wcisnął) a na dodatek bardzo smacznymi - Łukasz z 4sq najwyraźniej źle trafił. Także polecamy :)
Po obiedzie wpadliśmy jeszcze do herbaciarni U Dziwisza - wystrój nas nie powalił, udało się to cenom - 14 zł za herbatę! Ale dobra była ;)
Po drodze trafiliśmy na smutnego psa, zniszczone domy, ładne domy, piwo Perła, trochę depresyjną Wisłę, japę, dupę, cipę i pahę.
A jak ktoś chce zobaczyć jak wygląda studnia w kazimierzu to niech sobie zgoogluje ;)
W końcu zrobiło się ciemno i zimno, kupiliśmy zatem Żołądkową i uciekliśmy do hotelu.
Dzień 2
Szybki prysznic, śniadanie i o 11 byliśmy już w drodze do Nałęczowa.
W Nałęczowie robi się Nałęczowiankę - jest więc pijalnia wód.
Niestety owa pijalnia pamięta czasy Gierka i nie zachęca szczególnie do wejścia:
Ta, aż pić się chce. W środku nie jest lepiej - za wejście biorą 3 zł od łba a w środku syf, kiła i mogiła.
Można sobie pooglądać poobijane i zakurzone popiersia, moża kupić zabawkę z Chin, o nawet wody ze źródła "Miłość" się można napić.

Park jest za to ładny ;)
Była dopiero 13, więc stwierdziliśmy, że śmigniemy do Lublina coś zjeść.
I na dzień dobry włodarzom miasta należy się kopniak. Oznakowanie miasta jest beznadziejne.
Nie mieliśmy akurat gpsa, a google maps coś nie potrafił się ogarnąć, więc zawierzyliśmy znakom prowadzącym do centrum - i przez to 20 minut jeździliśmy w kółko ;)
W końcu się udało zaparkować pod samym wejściem na starówkę, jakiś miły pan nawet zaoferował nam popilnowanie auta - jak można odmówić ;]
Kiedyś oglądaliśmy Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler, która rewolucjonizowała Czarcią Łapę, więc tam się udaliśmy. Pani G. dała rady - knajpa pełna, pyszne jedzenie (choć ceny warszawskie), miła obsługa - zdecydowanie miejsce godne polecenia.
Starówka w Lublinie też jest polecenia godna - choć mała to bardzo urokliwa - chętnie tam kiedyś wrócimy, może jak będzie cieplej :)


Podsumowanie
Fajna, chilloutowa wycieczka. Budżet można ograniczyć przez tańszy nocleg (są i takie za 30 zł od człowieka) i własne jedzenie/kebaby ;)

Trasa
Mały tip co do powrotu - zamiast jechać przez Zakręt i wbijać się w korek można odbić przed wspomnianym Zakrętem na Józefów i wjechać do Warszawy od strony Otwocka - jest szybciej! Mapa Trasy
Jakby kto miał sugestie czy pytania piszcie na spyderr.spm (at) gmail.com









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz